"Aborcja nie sprawi, że unikniesz bycia matką. Aborcja sprawi, że będziesz matką martwego dziecka".
Zacznijmy od tego, że nie jestem kobietą, nigdy nie będę matką, a co za tym idzie, nigdy nie zrozumiem tego, co czuje matka: matka dziecka chorego, dziecka niechcianego czy dziecka pochodzącego z gwałtu. Lecz czy to miałoby dyskwalifikować moją ocenę moralną już na starcie? Nie, to przesadne uproszczenie i spłycenie dyskusji. "Sam nigdy nie byłeś w takiej sytuacji i nie wiesz, jakbyś się zachował!" - czy to nie infantylne? Czy cały mój system wartości i moja moralność mają opierać się wyłącznie na tym czego doświadczyłem/doświadczam/mam szansę doświadczyć? Wolne żarty. Mam prawo do swojego zdania i wypowiem je właśnie teraz, głośno i dobitnie, na przekór wszystkiemu:
Read more
Są pewne tematy, na które po prostu nie lubię się wypowiadać, bo uważam, że brakuje mi kompetencji, doświadczenia czy najzwyklejszej mądrości życiowej. W końcu jestem tylko głupim osiemnastolatkiem, który nie zna życia, nie zakosztował w pełni jego gorzkich owoców, a co i rusz stara się wymądrzać w kwestiach, o których nie ma bladego pojęcia. Dobra, niech tak będzie. Może i tak rzeczywiście jest, nie wiem. Trudno mi oceniać. Mniejsza jednak o to. Dziś przełamuje swoją niechęć i piszę o aborcji, ponieważ czuję taką potrzebę i budzi się we mnie poczucie obowiązku. A tuż za nim rozlega się cichy, acz bezkompromisowy szept sumienia, nie tyle zachęcający, co nakazujący: "Musisz dać świadectwo, nieważne co pomyślą o tobie inni...". Przystaję na to. Daję świadectwo. Czemu? Głupocie, naiwności i życia niepraktycznymi ideałami, czy wierności własnym ideałom i pragnieniu ochrony każdego życia ludzkiego? - rozsądźcie sami.
Zacznijmy od tego, że nie jestem kobietą, nigdy nie będę matką, a co za tym idzie, nigdy nie zrozumiem tego, co czuje matka: matka dziecka chorego, dziecka niechcianego czy dziecka pochodzącego z gwałtu. Lecz czy to miałoby dyskwalifikować moją ocenę moralną już na starcie? Nie, to przesadne uproszczenie i spłycenie dyskusji. "Sam nigdy nie byłeś w takiej sytuacji i nie wiesz, jakbyś się zachował!" - czy to nie infantylne? Czy cały mój system wartości i moja moralność mają opierać się wyłącznie na tym czego doświadczyłem/doświadczam/mam szansę doświadczyć? Wolne żarty. Mam prawo do swojego zdania i wypowiem je właśnie teraz, głośno i dobitnie, na przekór wszystkiemu:
Aborcja nie jest "sytuacją", "trudną decyzją", "koniecznym wyborem".
Aborcja jest czynem. Aborcja jest aktem woli.
I to jakim czynem? Najgorszym z możliwych. Odebraniem życia. Nie chcę tu się bawić w zasadność użycia określeń "zabójstwo" czy "morderstwo", bo nie o to tu idzie - ostatecznie każda sytuacja jest inna i do każdej trzeba podchodzić przynajmniej z ostrożnością, aby uniknąć wydania przedwczesnego niesprawiedliwego sądu. Jednak dla mnie te wszystkie usprawiedliwiające czynniki nie stanowią wystarczającego wytłumaczenia. Bo czy owe "dodatkowe okoliczności" coś zmieniają? Czy to ma aż takie znaczenie, w jakim wieku jest matka? Albo czy dziecko jest owocem niewierności małżeńskiej, gwałtu czy młodzieńczej lekkomyślności? Przecież to nie w tym kryje się istota problemu!
Mam nadzieję, że łapiecie, o co mi chodzi. Ludzie powołując się na te wszystkie czynniki i hipotetyczne sytuacje, przez co zacierają, ukrywają i wypaczają prawdziwy sens aborcji. A jej treścią (bo trudno nazwać to przecież sensem) jest uśmiercenie człowieka. Jej treścią jest zło. A tak się składa, że ja zła nie toleruję.
I jakkolwiek pragnę staram się być wyrozumiały i miłosierny dla wszystkich moich bliźnich, tak owo obostrzenie przestaje obowiązywać na płaszczyźnie wyborów i decyzji etycznych. Nie chcę potępić człowieka, chcę potępić zło!
A aborcja ze wszech miar jest złem. I to kryjącym w sobie ten pierwiastek perfidnego wyrafinowania, którego nienawidzę; kobiety wybierać muszą pomiędzy własną wygodą, bezpieczeństwem a wyrzeczeniem. I w swej słabości czasami ulegają tej pokusie, co w wielu sytuacjach posiada tragiczne (nie tylko dla nienarodzonych dzieci, ale również dla ich psychiki) następstwa.
Mały, bezbronny, osamotniony, słaby, człowiek. I matki, które świadomie bądź nie podpisują na niego wyrok śmierci.
I zanoszące się szyderczym śmiechem Wielkie Zło, zaskoczone i dumne z tak powszechnego wsparcia i akceptacji dla swych działań.
"Nie mogę uwierzyć, pokonują nas słowem
W miejsce człowiek, wymyślono słowo nowe
Produkt zapomnienia, fragment tkanki, skrzep
Odpad biologiczny spalony przez piec
Wyważona wrażliwość nie pozwala myśleć
Że ta mała iskierka to może jednak życie"
W miejsce człowiek, wymyślono słowo nowe
Produkt zapomnienia, fragment tkanki, skrzep
Odpad biologiczny spalony przez piec
Wyważona wrażliwość nie pozwala myśleć
Że ta mała iskierka to może jednak życie"





